Wielu z Was pyta mnie o różnicę między T-bone a Porterhouse. Odpowiedź jest prosta, ale diabeł tkwi w szczegółach.
Ostatnio nagrałem o tym krótki film, który możecie zobaczyć poniżej — ale pozwólcie, że rozwinę temat tutaj, bo to naprawdę ważne zanim sięgniecie po portfel.
Kość jest ta sama. Polędwica już nie.
Obydwa steki wychodzą z tego samego miejsca — z krótkiego schabu, z charakterystyczną kością w kształcie litery T. Po jednej stronie kości macie rostbef, po drugiej polędwicę.
I tu zaczyna się różnica.
T-bone — ma mniejszy kawałek polędwicy. Często traktowany jako „klasyk” — ideał proporcji między rostbefem a polędwicą.
Porterhouse — ma polędwicy zdecydowanie więcej. To nie jest subtelna różnica — to dosłownie inny stek jeśli chodzi o to co ląduje na Waszym talerzu.
Prosta zasada: chcesz więcej mięsa premium → bierzesz Porterhouse. Chcesz klasykę w dobrej cenie → T-bone robi robotę.

Jakość mięsa robi całą resztę.
Na filmie grillowałem steki ze Steakownia Store — i to nie był przypadkowy wybór. Mięso było sezonowane ponad 35 dni na sucho, polska wołowina, polski producent.
Dry aging robi z wołowiną coś niesamowitego. Woda odparowuje, smak się koncentruje, mięso nabiera orzechowego, głębokiego aromatu. Czuć to od pierwszego kęsa — bez żadnych sosów, bez marynat. Sól, pieprz i tyle.
Jeżeli jeszcze nie próbowaliście dobrego sezonowanego steka — to jest właśnie ten moment żeby to zmienić.

Który stek wybrać? Tbone czy Porterhouse
Jeżeli macie imprezę i chcecie zaskoczyć gości — Porterhouse. Robi wrażenie wizualnie, ma polędwicę dla tych co lubią delikatniej i rostbef dla tych co chcą charakteru.
Jeżeli grillujesz dla siebie albo chcesz sprawdzić technikę reverse sear — T-bone jest idealny. Mniejszy, lżejszy w portfelu, a smak ten sam.
Oba znajdziecie w sklepie Steakownia Store — sezonowane na sucho, z polskiej wołowiny.
Do zobaczenia przy grillu. 🔥